Zielona Żaba pokazuje co umie.
Od ponad 25 lat tworze i projektuje z różnym skutkiem, ale zawsze z przekonaniem, że najlepsze pomysły rodzą się gdzieś pomiędzy absurdem a perfekcją. Tworzyłem, kombinowałem, poprawiałem i kasowałem – aż w końcu doszedłem do jedynie słusznych rozwiązań. A przynajmniej tak mi się wydaje.
Moja droga? Długa, kręta i pełna pikseli. Były czasy, gdy projektowałem dla klientów, którzy „wiedzieli lepiej”, oraz dla tych, którzy naprawdę wiedzieli, czego chcą – i to było inspirujące. Tworzyłem interfejsy, ilustrowałem, animowałem i składałem w całość to, co miało działać i wyglądać dobrze. Czasem wyglądało lepiej, niż działało – ale to już inna historia.
Bywały noce, gdy wpatrywałem się w ekran, zastanawiając się, czy ten jeden piksel w lewo naprawdę coś zmieni. Bywały dni, gdy klient twierdził, że „logo ma być większe” i „może jednak bardziej niebieskie?”. Ale były też momenty, kiedy czułem, że to, co robię, naprawdę ma sens – i to one sprawiają, że wciąż tu jestem.
Green Frog Design to moje kreatywne królestwo. Zaczęło się od ikonki żaby, na dysku, na moim pierwszym Maczku. Zatem GFD to miejsce, gdzie forma i funkcja się dogadują, zamiast prowadzić wieczną wojnę. Styl? Minimalistyczny retro – prostota lat 70., ale z nowoczesnym twistem i solidnym kontrastem. Uważam, że design powinien być prosty, ale nie nudny, a dobre wzornictwo to takie, które nie tylko wygląda dobrze, ale przede wszystkim działa. No i daje do myślenia. Pozwala się zatrzymać i pomyśleć.
Co mnie napędza? Ciekawość, pasja i fakt, że świat wciąż jest pełen źle zaprojektowanych rzeczy. Mam więc co robić. Moje doświadczenie to nie tylko lata praktyki, ale też setki projektów, które przetrwały próbę czasu – i kilka, które przeszły do historii szybciej, niż bym chciał.
Tworzę, bo lubię, a nie dlatego, że muszę. Czasem się śmieję, że design to mój sposób na porządkowanie chaosu – i coś w tym jest. Jeśli masz ochotę zobaczyć moje projekty, kliknij i poznaj moje portfolio. Inspirujące chwile dla Ciebie, dla mnie ponad 25 lat pracy.
